Nazywam się Łukasz Huzarski, jestem informatykiem i prowadzę firmę komputerową o nazwie HuzarCom. Od paru lat bawię się w kolarstwo, choć nigdy wcześniej nie uprawiałem tego sportu zawodowo, ani nawet amatorsko. Miałem „za łepka” krótki epizod związany z kolarstwem, tzn. wystartowałem w wyścigu wokół sobóckiego rynku i mało nie wyplułem płuc żeby zająć jakiś odległe miejsce – stwierdziłem wtedy… „to nie dla mnie”. Gdy trudy bycia zawodowym kolarzem świetnie znosił mój starszy brat Bartek, ja zdecydowanie bardziej wolałem rolę rowerowego turysty, a że od dziecka mieszkam w Sobótce, u stóp masywy Ślęży, to od czasu do czasu wypuszczałem się na leśne przejażdżki. 

WKTMP 2013 – pierwsze ściganie i od razu wywiad 😉

Moja przygoda z szosą zaczęła się w 2013 roku od organizowanych (własnie w Sobótce) Mistrzostw Polski w Kolarstwie Szosowym, przy okazji których rozegrany został także wyścig dla amatorów. Postanowiłem spróbować swych sił na krótkim dystansie i dwa miesiące przed planowanym startem zakupiłem swój pierwszy rower szosowy, nawiasem mówiąc używany wcześniej przez prawdziwego wymiatacza kat. M7 –  Franka Gustowskiego. Ów sprzęt wyposażony w aluminiową ramą do tych super lekkich nie należał, ale to nie miało dla mnie wtedy większego znaczenia. Z pierwszego „poważnego” ścigania w życiu zapamiętałem charakterystyczny moment, kiedy to towarzysze ucieczki na początku podjazdu pod przełęcz Tąpadła obejrzeli się na siebie, rzucili hasło „Jedziemy panowie” i z łatwością urwali mnie i kolegę. Mimo tego udało się dotrzeć do mety na 13. miejscu w open, więc jak na pierwszy raz całkiem nieźle. Rok później w tym samym wyścigu i na tej samej trasie było już 7. miejsce w open – wtedy chyba połknąłem przysłowiowego bakcyla – ściganie, rywalizacja, treningi w gronie znajomych zaczęły mi sprawiać radość i dostarczać niezbędnej do życia adrenaliny. Coraz większa ilość organizowanych wyścigów kolarskich dla amatorów zachęcała do aktywnego spędzania wolnego czasu. Niemalże podczas każdego urlopu zaczął nam towarzyszyć (ku niezadowoleniu Małżonki) mój rower.

BM Miękinia 2016 – błotniste początki ścigania na MTB

Na początku 2016 roku brat Bartek otrzymał do testowania piękny rower MTB – Kross B12 – idealny sprzęt na zimowe treningi. Wyjeżdżając wczesną wiosną na kilkutygodniowe zgrupowanie pozwolił mi z niego korzystać. Wrażenia z jazdy w porównaniu do mojego poprzedniego roweru MTB były niesamowite [więcej tu]. Na nowo odkryłem radość z jazdy po leśnych ścieżkach. B12-tka tak mi przypadła do gustu, że postanowiłem na próbę wystartować w wyścigu Bike Maraton w Miękini.  Pierwszy występ w BM, czyli start z ostatniego sektora, to konieczność przebicia się przez setki wolniej jadących zawodników. Przy tych warunkach (mega błoto i kałuże) nie było to łatwe – dwa razy lądowałem nawet w krzakach poza trasą. W rezultacie udało się ukończyć na 112-tym miejscu w OPEN na 985 zawodników i 29-tym miejscu w M30. … no i awansowałem do III sektora – hura! Później był wyścig w Polanicy Zdroju, gdzie zdobyłem swój pierwszy medal w tym cyklu za 3. miejsce w kat. M3. Cykloza zaatakowała w tedy na całego i trzyma do dziś 😉

Leave a Comment